/pixabay/

Kolejna z wielkich ewangelicznych przypowieści: o bogaczu i Łazarzu. Zobrazowane są dwie sytuacje, w których człowiek może znaleźć się po śmierci. Jedna możliwość to wieczna szczęśliwość, którą zwykle nazywamy niebem, druga to wieczna nieszczęśliwość nazywana piekłem. W niebie po śmierci znalazł się Łazarz i co do tego właściwie nie mamy wątpliwości. Całe życie cierpiał biedę i chorobę, nagrodą jest wieczna szczęśliwość. Większy problem stwarza ów bogacz, który znalazł się poza szczęściem wiecznym, w piekle. Problem, bo właściwie dlaczego? Nie zrobił niczego złego, przynajmniej nic o tym nie mówi czytana Ewangelia. Jedynym jego przymiotem, o którym wiemy to bogactwo. Jednak bogactwo samo w sobie chyba nie jest aż takim złem, żeby ten, kto je posiada musiał cierpieć wieczne potępienie. Czym zatem zawinił ten człowiek?

Otóż wydaje się, że kluczem do zrozumienia tej przypowieści jest przykazanie, które sam Pan Jezus nazwał najważniejszym, przykazanie miłości Boga i bliźniego. Z tym, że miłość bliźniego została przezeń wymierzona – jak siebie samego. Bogacz z dzisiejszej Ewangelii siebie kochał bardzo. Żył w przepychu, nieustającej zabawie i beztrosce. Do tego stopnia zatracił się w tym, co posiadał, że nie zauważył Łazarza, który pod jego oknami umierał z głodu. Można powiedzieć, że doszło do sytuacji, w której to nie on posiadał rzeczy, ale to te rzeczy zaczęły mieć swojego właściciela w posiadaniu i przesłoniły mu cały świat. I to stało się dla niego zgubne, nie wypełnił pierwszej części Chrystusowego przykazania miłości, kochał tylko siebie a nie bliźniego. Nie zrobił konkretnie nic złego, ale zaniedbał czynienia dobra. Nie zrozumiał, że to wszystko, co ma, ma po to, żeby służyć bliźniemu i w ten sposób czynić siebie zdolnym do przyjęcia daru nieba. Kolejny raz dowiadujemy się o potężnym znaczeniu miłości i o jej fundamentalnej roli w modelu życia proponowanym przez Pana Jezusa. Potężnym znaczeniu, do dzisiaj nie do końca uświadamianym, bo jak słyszymy miłość może zmienić człowieka nawet po śmierci – bogacz zaczyna troszczyć się o pozostałych członków swojej rodziny – i zdaje się czynić możliwym to, co uznajemy za niemożliwe.

Andrzej Kozubski, ks.
Podziel się artykułem:
FaceBook  Twitter